Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2024
 Za którym razem uczysz się że skok kończy się upadkiem na łeb? Kiedy zaczynasz ostrożnie  planować kroki? Nie teraz jeszcze proszę  ostrożność  zabija duszę.

Byłam

Byłam ożywczym źródłem  Krystaliczna i bujna Kaskadami wpływałam na skały  Rozlewałam się w strumień mruczący  Rozlewałam się w rzekę  Na jeziorze falowałam przybojem Mętna woda stoi przed tobą  Zarośnięta opuszczoną rzęsą.
To się odznacza na skórze twarzy  Biało na bladym  W fałdach uśmiechu sól uzbierana  Gdy nikt nie patrzy  To się odznacza we wnętrzu dłoni  Półksiężycami Byle łagodnie, byle nie złamać  Nic między nami  To pozostaje pośrodku serca - otwór po sęku Gdy w ufne ciało nagle się wlewa Wodospad lęku

Wiatr pod moje okno

 Wiatr pod moje okno podchodzi falami  W szyby przybój wali - powietrzne tsunami  Kłębią się, wełnią się gwałtowne bałwany Tuż pod moim domem, aż drżą okien ramy. Podchodzę do firan, choć strach mnie zdejmuje  Nie sposób uwierzyć, że to wiatr tak duje. Spodziewam się prawie, że morze przybiło, Że od tego wichru z brzegów wystąpiło. A jednak - niczego. Ni fal, ani piany  To tylko się kłębią powietrzne bałwany, Wiruje stos liści targany szumami. Wiatr pod moje okno podchodzi zrywami.

Mniej znaczymy

 A może  Wielkie zawody miłosne i zawody życiowe  Rozpacz jak wodospad wody albo lawy  Dramaty złamanych obietnic i serc Może bledną Przy kocim mruczeniu Grze w planszówkę z dzieckiem  Dźwięku deszczu o szybę  Może każdy błysk słońca i śpiew kosa Znaczy więcej niż my