Do jej stóp upadały perły.
Zbierał je w chustę jedwabną
Nawlekał na wierzbowe witki
Wypełniał słoje.
Wkrótce perły sypały się oknem
Na ulice, spływały wzdłuż miasta,
Wybijając dziury w słabszych murach.
Starczy - mówił - spójrz, już nie ma miejsca.
Na jedwabną chustę u jej stóp
Ciągle sypał się klejnot
Z perłami wezbranych oczu.
Komentarze
Prześlij komentarz